drewno (deski) malowane, gałązki, sznurek, gwoździe, 34,5 x 68 x 6 cm
sygn. na spodzie kadłuba czerwoną farbą: PIOTR POTWOROWSKI 1961
na dziobie po p. stempel: 507
Temat morza pojawił się w życiu i twórczości Piotra Potworowskiego już w czasie, kiedy przebywał z grupą kapistów we Francji. Po początkowym pobycie w Paryżu, artysta wyjechał w 1925 r. do Marsylii. Zatrzymał się wtedy w małym hoteliku w porcie, a po latach tak wspominał ten czas: Nie chciałem sied...
drewno (deski) malowane, gałązki, sznurek, gwoździe, 34,5 x 68 x 6 cm
sygn. na spodzie kadłuba czerwoną farbą: PIOTR POTWOROWSKI 1961
na dziobie po p. stempel: 507
Temat morza pojawił się w życiu i twórczości Piotra Potworowskiego już w czasie, kiedy przebywał z grupą kapistów we Francji. Po początkowym pobycie w Paryżu, artysta wyjechał w 1925 r. do Marsylii. Zatrzymał się wtedy w małym hoteliku w porcie, a po latach tak wspominał ten czas: Nie chciałem siedzieć jak „bourgeois“ nad morzem i zdecydowałem się na szukanie okrętu. Znalazłem mały francuski żaglowiec „Aimée-Marie“ z Algieru, który przyjechał do Marsylii po ładunek węgla. Poznałem kapitana, który zgodził się zabrać mnie jako członka załogi do północnej Afryki. Wtedy zaczęła się ta wspaniała podróż – jeden z najpiękniejszych fragmentów mego życia. (Zdzisław Kępiński, Potworowski, Warszawa 1978, s. 11)
Potworowski pozostał na tym statku przez pół roku, odwiedzając północnoafrykańskie porty, po czym wrócił do Paryża, a fascynacja morzem znalazła ujście w pracach, podejmowanych przez artystę – początkowo przede wszystkim dla zarobku. Jak pisał krytyk sztuki – a także przyjaciel artysty – Zdzisław Kępiński: W owych paryskich latach, kapiści musieli nie tylko kształcić swoje oczy i doskonalić swe warsztaty, ale i żywić swoje ciała. Trzeba stwierdzić, że to, co uważali za swoją właściwą sztukę, za swoje malarstwo, nie dało żadnemu z owej grupy podstawy egzystencji w Paryżu. Kto nie korzystał z zasiłków rodzinnych przesyłanych z kraju, musiał się imać zajęć nietypowych, nawet gry na instrumencie w zespołach dancingowych. Potworowskiemu powiodło się na inny sposób. (...) Robi z drzewa i różnych dodatkowych materiałów modele żaglowców i statków parowych. (Z. Kępiński, dz. cyt., s. 11)
Świat żaglowców i staroświeckich statków parowych, robionych na pozór tylko dla zarobku, w gruncie rzeczy angażował ich twórcę emocjonalnie i wizualnie w daleko większym stopniu niż to sobie pierwotnie uświadamiał. Potworowski zresztą nie ograniczył się do wyrabiania materialnych modeli okrętów, ale zaczął je także malować na płótnach. Malował je w duchu rzeczowej prostoty, z jaką marynarz, zszedłszy na ląd po morskiej wysłudze, mógłby niedołężną ręką, zgrubiałą od lin okrętowych, kreślić pędzlem na płótnie sylwetki statków, dawnych swoich znajomych. (...) Każdy zresztą, kto był w jego domu w Sopocie, pamięta prościutkie drewniane modele statków, działające nieco podobnym efektem naiwności i grubo określanej, bryłowatej rzeczowości – jak wrony ludowego rzeźbiarza Kudły. Robił te statki odruchowo, były mu potrzebne, musiały mu się rysować choćby na horyzoncie szafy, jeśli już nie morza. (Z. Kępiński, dz. cyt., s. 12-13)