sygn. p.d.: JM [inicjały wiązane], l.g.: Zołotareńko
Na odwrocie orzeczenie prof. dr. Feliksa Kopery z 1944 roku potwierdzające autentyczność rysunku.
Przedstawiony na rysunku Zołotareńko (Iwan Mykyforowycz Zołotarenko; zm. 1655) był synem bogatego mieszczanina z Korsunia, który dołączył do kozactwa. Swą wytrzymałością, siłą i biegłością w posługiwaniu się szablą wzbudzał strach wśród wrogów. Zwrócił na siebie uwagę kozackiego hetmana – Bohdana Chmielnickie...
sygn. p.d.: JM [inicjały wiązane], l.g.: Zołotareńko
Na odwrocie orzeczenie prof. dr. Feliksa Kopery z 1944 roku potwierdzające autentyczność rysunku.
Przedstawiony na rysunku Zołotareńko (Iwan Mykyforowycz Zołotarenko; zm. 1655) był synem bogatego mieszczanina z Korsunia, który dołączył do kozactwa. Swą wytrzymałością, siłą i biegłością w posługiwaniu się szablą wzbudzał strach wśród wrogów. Zwrócił na siebie uwagę kozackiego hetmana – Bohdana Chmielnickiego, który poszukiwał bezwzględnych wojowników. W 1652 roku Chmielnicki poślubił siostrę Zołotareńki – Annę, a jego mianował pułkownikiem pułku niżyńskiego.
W tym samym roku miała miejsce bitwa pod Batohem na Bracławszczyźnie, w wyniku której tysiące polskich żołnierzy trafiło do sułtańskiej niewoli. Triumfujący Zołotareńko miał wówczas zasugerować zamordowanie wszystkich więźniów mówiąc, że zdechły pies nie kąsa. Tak też się stało. Chmielnicki wykupił Polaków z niewoli, a następnie kazał ich wszystkich zgładzić.
W 1654 roku Chmielnicki zawarł z carem Ugodę perejasławską, a Zołotareńko został mianowany hetmanem tymczasowym nad Kozakami na wyprawę do Białorusi. Jego brutalność spowodowała, że obrósł legendami, uznawano go za wcielenie diabła. W związku z tym do jego pokonania zaangażowało się polskie duchowieństwo.
Księża i członkowie zakonu jezuitów jednoznacznie twierdzili, że w pułkowniku z Niżynia nie ma nic boskiego, tylko diabeł. Po długich poszukiwaniach udało im się znaleźć człowieka, który w zamian za odpuszczenie wszelkich grzechów i opiekę nad dziećmi i przyszłymi wnukami, podjął się zabicia diabła. Był nim organista Tomasz, znany w Starym Bychowie strzelec. Przygotowano kulę, do której wykonania przetopiono świętą srebrną czapę, „wzmocnioną“ modlitwami.
W 1655 r. Zołotareńko wraz ze swoją armią dotarł do potężnej białoruskiej fortecy – Starego Bychowa. Próba jej zdobycia przyniosła śmierć tysiącom kozaków. W czasie długotrwałego oblężenia pułkownik z Niżynia wielokrotnie osobiście prowadził swoich ludzi do walki. Wykorzystał to organista Tomasz, który – ukryty na dzwonnicy – celnym strzałem trafił Zołotareńkę, gdy ten przejeżdżał konno w pobliżu. Postrzał nie był jednak śmiertelny, dopiero zakażenie rany przyniosło śmierć kozackiemu hetmanowi.
To nie był jednak koniec historii związanych ze Zołotareńką. Według przekazów, jego zwłoki wielokrotnie ożywały podczas transportu na Ukrainę. Do makabrycznych scen miało dojść w czasie jego pogrzebu wyprawionego przez Bohdana Chmielnickiego w nowo wzniesionej cerkwi w Czehryniu. Zołotareńko podobno zaczął jęczeć i ruszać się na katafalku, po czym powstał i krzyczał do zgromadzonych, żeby uciekali. Wybuchła panika, w wyniku której ludzie się tratowali, a od przewróconych świec wybuchł pożar. Cerkiew spłonęła, a wraz z nią ponad czterystu żałobników. Historię tę, na podstawie ustnego przekazu świadka – Daniela Wyhowskiego – w 1616 roku usłyszał, a następnie spisał Wespazjan Kochowski w Klimakterach.